piątek, 21 września 2012

Rozdział 24

Mijały minuta za minutą. Godzina za godziną. Zaczynało się ściemniać. Charlotta postanowiła już więcej nie czekać. Księcia wciąż nie było. Dziewczyna zabrała swoje stadko i powędrowała w stronę zamku. Była coraz bardziej niespokojna. Była pewna, że wydarzyło się coś złego - na ulicach nie panował ten sam gwar i zamęt co zwykle o tej porze. Atmosfera w okół była napięta. Owo napięcie wyczuwało się w powietrzu. Kiedy dziewczyna doszła do zamku, zdziwiła się jeszcze bardziej - prawie nikogo nie było na tak zwykle bardzo tłocznym dziedzińcu. Po odstawieniu gęsi, Lott przez przypadek wpadła na panią Dazzy. Kobieta miała bardzo strapioną minę.
- Coś się musiało stać - powiedziała kobieta do Lott - Król zwołał wszystkich najwybitniejszych przywódców rycerstwa w tym też straż zamku. Siedzą tam już od 3 godzin i o czymś dyskutują. Ostatnie takie posiedzenie miało miejsce przed wojną ze Szkotami, jesli dobrze pamiętam...
- Nathan też tam jest? - spytała niesmiało Char.
- Ależ naturalnie. Razem z ojcem zasiada w radzie wojennej - po rozmowie z panią Dazzy, Char postanowiła poszukać Kayli. Znalazła ją  w królewskiej stajni. Lott miała zamiar dowiedzieć się czegoś od Thomasa - chłopaka Kay.
- Hej Kay - rzuciła na powitanie - Gdzie mogę znaleźć Tom'a? Nie wiem co się dzieje, Nathan został wezwany...
- Tak wiem, wiem. Mówisz o tym ich zebraniu? - Kay przerwała przyjaciółce - Niestety Tom też został na nie wezwany... Nie mam pojęcia o co chodzi. Słyszałam tylko jak dwoje rycerzy opowiadało o jakichś wojskach... ale nie przysłuchiwałam się- Char usiadła na snopku siana nieopodal.
- Boję się Kay - wyszeptała - Czuję, że zbliża się coś bardzo złego... A wiesz, że zawsze potrafiłam wyczuwać zbliżające się niebezpieczeństwo  - Kay przysiadła się obok Char.
- O tak wiem. Pamiętam dobrze tą akcję z ratowaniem Soph - dziewczyna wdrygnęła się na samą myśl o tym zdarzeniu - Też mi się wydaje, że tu coś nie gra... Ale z drugiej strony przecież nie wysyłaliby nas w czasy, które są dla nas jakimkolwiek zagrożeniem. Nie wystawiliby nas na niebezpieczeństwo... Jesli była jakaś wojna, to na pewno ktoś by o tym wiedział...
- Chyba masz rację. Tylko w takim razie nie wiem czemu się tak bardzo denerwuję...
- Martwisz się. O tych wszystkich ludzi, o nas, o Nathana... Z drugiej strony ciekawe: czemu nic o nim nie wiem? - Char spojrzała na koleżankę zdziwiona.
- Huh?
- No wiesz... Tyle ci opowiadam o Tomie... Soph tylko nawija o Sivie... A ty milczysz - Lott posmutniała.
- Bo ja nie mam o czym opowiadać. Oszukuję go. Jestem nic nie wartą oszustką... On mnie ma za kogoś zupełnie innego niż jestem. Przeszkadza mi to. Próbowałam mu dzisiaj powiedzieć prawdę, ale przerwał mi ten cały cholerny alarm... Jak ty sobie radzisz Kay? - Kayla przytuliła Charlottę.
- Nie przejmuję się tym na razie. Co mi da zadręczanie się? Wiem, że kiedyś będę musiała mu powiedzieć. Nie wyobrażam sobie życia bez tego idioty... - na jej twarzy pojawił się krótki uśmiech - Ale wiem tez, że kiedy poczuję, że najwyższa pora go o wszystkim powiadomić, będę na to gotowa.
- Zazdroszczę ci takiego podejścia...
- Nie ma czego. Czuję się tak samo jak ty, jak oszustka - dziewczyna westchnęła - I boję się jak zareaguje Tom... jesli o to chodzi to jestem w gorszej sytuacji od ciebie.
- Jak to?
- Znasz temperament Tom'a - dziewczyny wymieniły spojrzenia - Potrafi się zdenerwować.
- Będzie dobrze - Char pocieszyła przyjaciółkę - Choć, pójdziemy do domu. Może Soph będzie coś wiedziała - dziewczyny wstały i udaly się w stronę wioski. Kiedy weszły do domu zauwazyły zdenerwowaną Soph, krzątającą się po kuchni.
- No nareszcie! Co tak długo?
- My tez cię kochany, Soph - odpowiedziała jej Char.
- Wiesz coś może o tym wezwaniu? O tym które dostali rycerze?
- Kurde... Miałam nadzieję, że wy coś wiecie. Seev wyleciał z karczmy jak oparzony. Nie mam pojęcia dlaczego...
- My wiemy nie wiele więcej - powiedziała Lott, opadając na krzesło. Czuła się strasznie zmęczona. Bardzo chcialo jej się spać.
- O byśmy tylko szybko się czegoś dowiedziały... - drzwi otwarły się z łoskotem i do mieszkania wszedł wychowawca klasy - pan Brown. Wtedy Charlotta przestraszyła się, że jej domysły mogą być prawdziwe i nie będą już bezpieczni...
- Dzień dobry - powiedziała lękliwym głosem Soph.
- Dzień dobry. Przyszedlem was odwiedzić, tak jak obiecywałem. Wszystko u was w porządku? - dziewczyny wymieniły spojrzenia.
- Właściwie to tak - zaczęła Lott - Mamy pracę i na razie niczego nam nie brakuje.
- To dobrze - nauczyciel nie wyglądal na szczególnie zadowolonego. Coś go trapilo.
- Czy coś się stało panie Brown?
- Nie nic. Trochę się martwię. O Dick'a - spojrzał na Lott. Dziewczynie zrobiło się słabo. Znowu doznała tego uczucia. Znów poczuła się jak nic nie warta szmata.
- Co z nim? - spytała słabo. Nauczyciel milczał.
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć... - dziewczyna miała łzy w oczach. To zabrzmiało jak najgorsze. Mimo tego, że czuła, że to co czuje do Nathana jest silniejsze od tego co czuje do Dick'a, wciąż go kochała. Może nie tak jak wczesniej, ale jak brata. Na samą myśl, że może się mu coś stać...
- On nie jest sobą - Brown spojrzał na dziewczynę z oczekiwaniem. Jakby mógł czegoś po niej oczekiwać To znaczy... Dziwnie się zachowuje. Martwię się o niego... Gdybym wiedział...
- To znaczy...? - Kayla wiedziała, że Lott nie będzie miala siły o to spytać, wiec zrobiła to za nią. Char byla jej za to wdzięczna.
- To znaczy, że lepiej będzie jeżeli... kiedy wróci... nie będziesz go denerwować.
                                                        * Parę godzin później *
Charlotta trawiła słowa nauczyciela. "Jeżeli nie będziesz go denerwować". Czy to znaczy, że powinna się go bać? W każdym razie tak to zabrzmiało. Ale jak może się bać kogoś, kto zawsze był dla niej troskliwy i opiekunczy? Jak może nawet próbować? Dziewczyna przekręciła się na bok i zaczęła płakać. Łzy ciurkiem leciały po jej policzkach. Jak może być taka głupia? Zdradziła go. W dalszym ciagu go zdradza. Jego, który opiekował się nią, kiedy miała zlamaną rękę. Który martwił się o nią do tego stopnia, że nie pozwalał jej nosić nawet piórnika. Który z każdym dniem kochał ją bardziej i bardziej. Była wtedy taka szczęśliwa! Wstawała i kładła się z uśmiechem na ustach. Chodziła do szkoły z myślą o nim. Błagała by był w szkole. Żeby do niej podszedł. Pamięta ich pierwszy pocałunek. To było któregoś upalnego wieczora, kiedy Dick zabrał ją na plażę. Kiedy zaczęli się calować spadł ciepły deszcz. Był to najcudowniejszy deszcz w życiu Char. Od tej pory byli razem. Prawie nigdy się nie rozstawali. Lott myślała, że zawsze będzie z Dickiem... Ale wtedy pojawił się Nath. Wszystko zaczeło się od poczatku. Te wszystkie motylki w brzuchu.. Tylko, że w przypadku Nathana była to nieco inna milość. Bardziej dojrzała. I jak tu wybrać? Czy ona w ogóle ma jakiś wybór? Nienawidziła siebie. Nienawidzila do tego stopnia, że czasami chciała ze sobą skończyć. Nie byla jednak wystarczająco silna by to zrobić i dlatego jeszcze bardziej pragnęła ulżyć sobie w bólu... Około godziny 22 na ulicach zapanował gwar i zamęt. Dziewczyny wyszły z domu, żeby sprawdzić co się dzieje. Stały rozkojarzone i nie miały pojęcia co się dzieje. Po chwili jednak Charlotta zauważyła Nathana. Chciała do niego podbiec i poczuła, że nie da rady. Zrobiło jej się niedobrze i słabo jednoczesnie. Kiedy upadała miała deja vu. W tym wypadku jednak nie było to złudzenie. To co widziała wtedy, wydarzyło się naprawdę - kiedy pierwszy raz przekroczyła portal. Wtedy pierwszy raz spotkała Nathana. Różnica polegała na tym, że teraz chciała podbiec do Nathana, a wtedy do Dick'a... Ale Dick jej nie złapal tak jak wtedy Nath. Leżała na ziemi, niezauważona przez resztę. Była jak nic nie warty smieć. I tak też się czuła. I bała się, że już nigdy nie będzie szczęśliwa...
_________________________________________
Nie będę tego komentowac bo nie ma po co :]
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :)
Bardzo was koooooooooooooooooooocham :***********









sobota, 8 września 2012

Rozdział 23

Książę wrócił trzymając w ręku łuk i strzały. Charlotta zdziwiła się, że Nath przyniosł właśnie to. Zrobiła zdziwioną minę i spytała:
- Łuk i strzały? Po co... - przerwała, a jej oczy się zaświeciły. Sama odpowiedziała sobie na to pytanie - Nauczysz mnie? - spytała z nadzieją w głosie.
- Tylko jeśli będę pewien, że nie zrobisz sobie krzywdy - puścił do niej oko i usmiechnął się porozumiewawczo.
- Możesz być pewny, że nie - zaśmiała się w taki sposób, jaki lubił najbardziej. Podszedł do niej, pocalował ją w czoło, a potem wycelował w przelatującą nad nimi kaczkę. Trafił idealnie. Zwierzę spadło na ziemię.
- Po prostu miałeś szczęście - Lott odpowiedziała na dumny uśmieszek Nathana.
- Ja zawsze mam.
- Ha! W to nie wątpię. Daj mi spróbować - zrobiła minkę niewiniątka. Książę się zgodził. Poczatki były trudne. Char, choć bardzo się starała, nie potrafiła puścić strzaly dalej niż na jeden metr.
- To nie ma sensu,bo nigdy mi się nie uda.
- Więcej cierpliwości księżniczko. W końcu na pewno ci się uda - pocieszał ją Nathan. Lott już miała zamiar zrezygnować, kiedy postanowiła dać sobie jeszcze jedną, ostatnią szansę. Naprężyła łuk i skupiła się tylko na jednym punkcie. W pewnym momencie puściła strzałę, a ta z ogromną prędkością utknęła w drzewie nieopodal.
- Udało się! Udało! - dziewczyna rzuciła się na Nathana - Dziękuję, że nie pozwoliłeś mi zrezygnować.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Nie chcę być wścibski, ale myślę, że zasługuję na nagrodę - uśmiechnął się do Lott, na co ona zblizyła swoje usta do jego ust i słodko pocałowała.
- A teraz patrz jak strzelam - powiedziała dziewczyna, kiedy udalo jej się oderwać od księcia. Wypuściła strzałę, a ta utkwiła w pierwszej, przecinając ją na pół. Char myslała, że Nath ją pochwali czy coś w tym stylu, ale on z zastanowieniem wpatrywał się w strzałę i marszczył swoje ciemne brwi.
- Interesujące... - mruknął tylko pod nosem - Dasz radę zrobić to jeszcze raz?  Tylko teraz celuj w tamto drzewo - wskazal.
- Nie wiem. Ale zaraz się przekonamy - wypuściła kolejny pocisk. Ledwo strzała utkwiła w pniu, Nathan się odezwał.
- Jak ty to robisz? Każda ze strzał którą wypuścisz, jest w pewien bardzo orginalny sposób podkręcona.
- Tak? - dziewczyna się zdziwiła - Po prostu mam szczęście - usmiechnęła się do niego i pokazała mu język. Nathan w odpowiedzi zaczął ją gonić. Lott z piskiem uciekała przed nim i żałowała, że nie ma na sobie ulubionej pary spodni. Bieganie szłoby jej wtedy o niebo lepiej...
- Przede mną nie uciekniesz! - Nath galopem rzucił się w jej stronę. W ostatniej chwili udało jej się umknąć. Usmiechnęła się do niego figlarnie.
- Czyżby? Pozwolisz książę, że cię zasmucę: otóż jeszcze nikomu nie udalo się mnie złapać...
- Nie drażnij lwa - książę ruszył w jej stronę - Jako książę rozkazuję ci się zatrzymać!
- Ha! Ani myślę! - dziewczyna wybuchnęła śmiechem. Zaczęli biegać wokół zagrody gęsi. Char była już zmęczona, ale nie dawała tego po sobie poznać.
- Uważaj, bo za zniewagę królewskich rozkazów grozi ci areszt - Nathan się zaśmiał, szybkim ruchem pochwycił Charlottę i przycisnął ją do ziemi - Ale dla Ciebie zrobię wyjątek. Złagodzę karę. W najlepszym wypadku może to być moje łóżko... - pogładził jej policzek - Jesteś taka zjawiskowa... - powoli zbliżał swoje usta do jej twarzy. Dzieliły ich milimetry. Zatopili się w delikatnym pocałunku. Nathan cieszył się, że ma swoję ukochaną blisko, choć chciałby ją mieć jeszcze bliżej, jeszcze bardziej... Kiedyś obiecał sobie, że się nie zakocha, a było to któregoś ponurego dnia, kiedy spotkał ojca tam gdzie zawsze - w ogrodzie pod jabłonią, zamyślonego i nieobecnego. Biedaczek tak cierpiał po śmierci matki Nathana! Dopiero rok temu jakoś doszedł do siebie - kiedy zaczął się martwić żoną dla jedynego syna. Wtedy odciągnął się trochę z mysli o swojej żonie. Ale Nathan był pewien, że jego ojciec nigdy nie przestanie kochać jego matki ... Tak jak on nigdy nie przestanie kochać Charlotty. Zawsze będą razem - książę nie wyobrażał sobie życia bez niej. Nie miał jednak zielonego pojęcia dlaczego dziewczyna zawsze dziwnie reaguje, kiedy mowi o niej, jako o swojej przyszłej żonie. Dlaczego jej cudowne oczy robią się wtedy smutne... Dlaczego odwraca głowę. Nathan wiedział, że Lott nie zdenerwowała się wtedy tym, że myślała, że mówi przez sen. Wiedział, że chodzi o coś więcej, ale nie chciał naciskać na dziewczynę. Kiedy będzie chciała to powie.
- Nathan ? - spytała tym czasem ona, kiedy oderwali się od siebie.
- Tak kochanie?
- Chciałam ci tylko powiedzieć... Że cię kocham - spojrzała na niego poważnie.
- Wiem głuptasie. Też cię kocham.
- Możesz mi coś obiecać?
- Naturalnie - powiedzial chłopak odgarniając kosmyk włosów z jej czoła.
- Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać, choćbym nie wiem jak była daleko i chocbyś nie wiem jak bardzo był na mnie zły - jej oczy znów zrobiły się tak dziwnie smutne. Książę przyglądal się jej z powagą. Była taka tajemnicza... - Obiecujesz?
- Obiecuję - pocałował ją w czoło. Lott odetchnęła głęboko. Teraz albo nigdy.
- Więc obiecaj mi również, że wysłuchasz mnie do końca i nie odejdziesz do póki ci czegoś nie wyjaśnię... Dopóki nie skończę - Char wiedziała, że musi mu to powiedzieć teraz i tu. Póki czuła w sobie siłę, by to zrobić. Nath spojrzał na nią zdziwiony.
- To zależy co chcesz mi powiedzieć - puścił do niej oko.
- To może zabrzmi dziwnie, ale wszystko co ci powiem będzie prawdą - zagryzła wargi. Trzęsły jej się ręce. Była strasznie zdenerwowana - Musisz mi uwierzyć. Tu chodzi o cos bardzo ważnego... - jej słowa przerwało głośne uderzanie w bębny i gra hejnału na trąbce.
- Coś jest nie tak... -wyszeptał książę wstając - Przepraszam cię Lott dokończymy tę rozmowę później. Muszę pędzić do pałacu. Postaram się przyjechać najszybciej jak będę potrafił - nachylił się nad dziewczyną i slodko ją pocałował.
- Jasne idź. Nie przejmuj się mną - powiedziała Char, gdy Nath był już daleko. Była już tak blisko powiedzenia mu prawdy. Bała się, że teraz już nie będzie w stanie dokończyć mu wyjasnień. Nienawidziła siebie za to tchórzostwo. Zrezygnowana poszła moczyć stopy w jeziorze, czekając na szybki powrót księcia. Była ciekawa co takiego wąznego się wydarzyło, że został wezwany do zamku. Może wtedy przypomni sobie coś z tego, czego uczyła się o nim na historii. Jeśli w ogóle się o nim uczyła...
___________________________________________________
Przepraszam was bardzo ;'( Wiem, że dawno nie dodawałam, ale kompletnie nie miała pomyslu na ten rozdział. Wiem, że nie jest on jakiś super zadowalający... Szczerze powiem, że moim zdaniem jest beznadziejny.
Mniejsza o to :)
Co tam u was? Słyszeliście TĄ cudowną piosenkę ? :D
Ja się zakochałam normalnie ;> Ta solówka Natha... sadnfsadfbhsabfhjabv ;)
Kocham was baaaaaaaaaaaardzo :) ;* Witam na swoim blogu panny : Jessica_Montez i Agata Szombara :) Mam nadzieję, że opo wam się podoba ;) 
Do następnego :****
Pamiętajcie, że was kocham <3 ;d

That's when I found you, you, you
I found you, you, you
I found you, you, you
I found you, you, you... <3 ;p

Mój komentarz :)







poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 22

Czasami czujemy się szczęśliwi, a jednak w głębi duszy coś nas męczy, nie pozwalając nam na pełnię szczęścia. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Kiedy tylko przez chwilę pomyślimy, że jest OK, zaraz powracają do nas te wszystkie problemy, te wszystkie niedokończone sprawy. W dodatku wydaje nam się, że kiedy się ich pozbędziemy, na ich miejsce wejdą nowe, kto wie czy nie bardziej dokuczliwe i pelne wyrzutów sumienia. Mniej więcej tak przebiegaly myśli Charlotty, kiedy w poniedziałek rano szła do pracy. Układala w głowie to, co ma powiedzieć Nathanowi i jak ma to zrobić. Wydawało się jej to wręcz niewykonalne. Bała się, że go skrzywdzi. Ale nie wiedziała, że najgorsze co będzie miała do przekazania księciu, dopiero przed nią. Bądź co bądź, szła sobie teraz powoli w stronę królewskiego dziedzińca i rozmyślała. "Jak ja mam mu to powiedzieć? Może... Drogi Nathanie. Nie. To brzmi za bardzo oficjalnie. A może w takim razie: Nathanie muszę ci coś powiedzieć..." im więcej o tym myślała, tym bardziej się bała. "Lott nie panikuj. Dasz radę. Nie robisz tego dla siebie tylko dla jego dobra. Trzeba to przerwać, póki nie jest za późno. O ile już nie jest..." , chodziło po glowie dziewczyny. Kiedy tylko znalazła się na dziedzińcu, odebrała swoje "stadko" i ruszyła na łąkę. Znalazła się tam niebawem, choć wcale się nie śpieszyła. Usiadła  w swoim ulubionym miejscu i od nowa układała w głowie cały monolog. Była wściekła na siebie. "No dobra, może powiem to wszystko na jednym wdechu. Nathanie, czy wspominałam ci może, że pochodzę z XXI wieku, przeniosłam się w czasie, niedługo będę musiała wrócić do domu i już nigdy więcej się nie zobaczymy? Matko... Przecież to jest bez sensu", myslała Char. Nienawidziła siebie za to, że doprowadziła samą siebie do takiej sytuacji. A przecież była szczęśliwa. Miała chłopaka, który ją kochał i ona też go kochała. Nie musiała tego kończyć. Mogła dalej być szczęśliwa. Szczęśliwa z Dick'iem. Ze swoim chłopakiem...
- Cześć - Nath pocałował Char w policzek. Spodziewała się go, ale nie przypuszczała, że spotkają się tak wcześnie.
- Cześć Nathan! A co ty tu robisz tak wcześnie?
- A co nie cieszysz się? - uśmiechnął się do niej zabójczo.
- Ależ cieszę się oczywiście, oczywiście - spuściła głowę. Miała ochotę uciec.
- Coś się stało? - książę wyczuł jej niepokój.
- Nic kochanie. Po prostu jestem trochę zmęczona - pogładziła jego policzek. Nathan zbliżył się do niej i czule pocałowal ją w usta. Jej reakcja była natychmiastowa - zarzuciła mu ręce na szyję i przywarła do niego całym cialem. On na to z zadziwiającą łatwością posadził ją sobie na kolanach. Przez chwilę zatapiali się w pocałunkach, ale po chwili Lott oprzytomniała. Delikatnie odsunęła się od niego.
- Ktoś może nas zobaczyć - wytłumaczyła się.
- To niech zobaczy. Nie dbam o to - przuciągnął ją do siebie - Niech się cieszy, że widzi przyszłych króla i królową razem szybciej niż inni.
- Nathy...
- Oj wiem, wiem. Pozwól mi się chociaż trochę tym pocieszyć, skoro tylko tyle mi zostało - Lott zagryzła wargi - Wiesz co Charlotto? - książę odezwał się po chwili - Czasami wydaje mi się, że zaraz uciekniesz, że odejdziesz na zawsze... Nie mogę się od tego odpędzić... Jesteś inna od reszty, choć nie do końca wiem w jakim sensie. Jest w tobie coś niezwykłego, coś, co powoduje szybsze bicie mojego serca i to, że chcę ciebie mieć blisko. Nie potrafię tego inaczej opisać. Wydaje mi się, że słowa przy tym co do ciebie czuję, to jakieś marne ziarna piasku... coś malenkiego i zupełnie nie na miejscu...- przerwał ale po chwili zaczął znowu - Gdybym tylko mógl jakoś cię ochronić przed całym złem świata... Gdybym miał skoczyć w ogień, to zrobiłbym to. Gdybym musiał oddać swoje marne ludzkie życie, to oddałbym je za ciebie. Charlotto, ja zrobiłbym dla ciebie wszystko. Nigdy cię nie zostawię, obiecuję ci to - z oczu Lott zaczęły spływać łzy. Nie wiedziała co powiedzieć.
- Nigdy nie słyszałam czegoś równie pięknego - powiedziała w końcu uśmiechając się i płacząc jednocześnie. Książę objął ją ramieniem - Nathanie ja... Nie wiem jak mam ci dziekować za te słowa...
- Nie musisz, naprawdę - zaśmiał się lekko - Będziemy kwita jeśli tylko odpowiesz mi na jedno pytanie... - Lott podniosła wzrok.
- Słucham.
- Co to jest "komputer"? - Char poczuła dziwny skurcz żołądka. Skąd on wie o komputerze?! Wyrwała się mu, odeszła parę kroków i spojrzała na niego z niedowierzaniem. Zrobiło jej się słabo. Głośno oddychała. Wtedy dopiero zdała sobię sprawę z własnego dziwnego zachowania. Co sobie Nath pomysli?
- Ja... Nie wiem - Nath spojrzał na nią tym swoim przenikliwym, niebieskim wzrokiem.
- Dlaczego się tak zdenerwowalaś? - spytał patrząc na nią lekko nieufnie i zbliżał się do niej powoli, jak tygrys szykujący się do skoku.
- Skąd znasz... Znasz to słowo? - wykrztusiła, trzęsąc się ze strachu pod jego spojrzeniem. On tymczasem chodził wkoło niej i uważnie ją obserwował.
- Powiedziałaś mi - oznajmił spokojnie.
- Kiedy? - Lott obróciła się do tyłu, żeby go zobaczyć.
- W nocy - przystanął - Powiedziałaś "Potem sprawdzę w komputerze" - Ty idiotko gadasz przez sen!, to była pierwsza myśl dziewczyny - Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- Zdenerwowałam się, bo... Bo domyśliłam się, że mówię przez sen - Charlotta zagryzła wargi. Była kłamcą. Oszukiwała osobę, która jej ufała...Nathan podszedł do niej, usmiechnął się łobuzersko i soczyście ją pocałował.
- Jeśli o mnie chodzi, to możesz nawet krzyczeć przez sen - spojrzał jej w oczy i pogładził jej policzek. Char lekko się uśmiechnęła - I tak będziesz najcudowniejsza w calym królestwie. Co ja mówię! Na całym świecie!! - Char cmoknęła go w usta.
- Kochany jesteś. Nie zasługuję na kogoś takiego jak ty.
- Przestań gadać bzdury. Zmieńmy temat. Coś przyniosłem, ale nie wiem czy będziesz zainteresowana - Lott zarzuciła mu ręce na szyję.
- Oczywiście że będę... Co to? - uśmiechnęła się, choć w sercu czuła cierń.
- Zaraz zobaczysz...- oderwał jej dłonie i pocałował jedną z nich - Zaraz wrócę - zaczął się oddalać w kierunku swojego konia. Lott patrzyła na niego i nawet nie wiedziała, że się uśmiecha. Z jednej strony ciekawe uczucie... Kochać kogoś ponad siebie, a jednocześnie tak go ranić...
_______________________________________
Przepraszam, że wyszlo krótsze niż chciałam, ale ostatnio borykałam się z paroma problemami... I nie miałam wiele czasu na pisanie...
Liczę na wybaczenie :)
Rozdział dedykuję Anku ;D:***
Kochanie dzięki, że jesteś :**** <3
Nawet nie wiesz jak mi pomagasz, swoją obecnością :* :)
Mam nadzieję, że jeszcze ze mną zostaniesz :)
Kocham Ciebie i wszystkich którzy czytają moje wypociny :**********
Dzięki, że jesteście :*<3
 

 





poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział 21

Lott obudziła się wtulona w Nathana. Czuła się tak niesamowicie, jak nigdy dotąd. To, co przeżyła z Nathanem, w żaden sposób nie przypominało tego, co czuła będąc z Dick'iem. Chciała zatrzymać tę chwilę. Spojrzała na ukochanego. Jeszcze spał. Oddychał miarowo i spokojnie. Wyglądał na takiego bezbronnego! Jak uśpione dziecko. A przecież to dziecko kiedyś będzie królem. I na pewno dokona wielkich czynów...
Charlotta próbowała przypomnieć sobie, co wie na temat króla Williama Nathana I. Ku własnemu zdziwieniu nie potrafiła sobie nic przypomnieć. Tak, jakby on wcale nie istniał... Może nie potrafiła podać dat najważniejszych bitew które stoczył, ale potrafiła z zadziwiającą dokładnością opisać jego twarz. Znała na pamięć sposób w jaki przeczesywał swoje włosy. Odtwarzała w pamięci każde słowo, jakie padło z jego ust. Może Nathan nie był częścią ważnej historii światowej, ale był częścią jej historii. I choćby nie wiem co się stało, na zawsze pozostanie. Char spojrzała w okno. Dopiero świtało. I choć dziewczyna chciała pozostać w ramionach Natha, zdawała sobie sprawę z tego, co się stanie, kiedy rano przyjaciólki nie zastaną jej w łóżku. Wiedziała, że na razie nie powinna im mówić nic, o tym, co wydarzyło się zeszłej nocy. Kiedyś im powie. Bo wtedy pozostaną jej już tylko wspomnienia...
                Charlotta niechętnie wyswobodziła się z ramion księcia. Pocałowała go też delikatnie w policzek, ale tak, żeby go nie obudzić. Szybko założyła na siebie suknię i wyszła z komnaty. Choć szła tędy tylko raz, doskonale wiedziała, w którą stronę ma się udać, aby opuścić pałac. Będąc jeszcze w sali balowej zauważyła, ostatnie tańczące pary. Nie było pośród nich ani Kayli, ani Sophie. W związku z tym, Lott czym prędzej udała się do ich mieszkania w wiosce. Dotarła tam niebawem. Koguty już piały, oznajmiając poczatek nowego dnia. Char szybko wślizgnęła się do domu, cicho zamykając za sobą drzwi. Weszła do sypialni i zauwazyła przyjaciólki, które spały wtulone w swoje poduszki. Na twarzy każdej z nich malowal się nieśmiały uśmiech. Charlotta już znacznie spokojniejsza, przebrała się w piżamę, schowała ryby, które przyniósł jej Dick ( na szczęście były wędzone, więc będzie je mozna dłużej przechowywać ) i polozyła się do łóżka. Zasnęła szybko i śniła o księciu - swoim najdzielniejszym rycerzu.
                 Coś nią szarpało. Trzymało ją za ramię. Chciała się wyrwać, ale nie potrafiła. Miotała się jak ryba w sieci. Była bez szans.
- Lottie! Lottie! Obudź się! - Kayla siedziała na prawym brzegu łóżka dziewczyny, a Sophie na lewym. Char podniosła się, jeszcze nie całkiem przytomna.
- No nareszcie! - zaśmiala się Soph - Już myslałam, że umarłaś czy coś...
- Jak widać jeszcze żyję - Lott opadła na poduszkę i już miala zamiar znowu zasnąć, kiedy Kayla zaczęła nią potrząsać.
- Wstawaj śpiochu! Już południe. Nie spałas calą noc czy jak? Wyglądasz jakbyś przebiegła calą kulę ziemską !
- Coś w tym rodzaju - Char uśmiechnęła się blado i przetarła twarz - A jak wy się bawiłyście?
- CUUUUUUUUUUDOWNIE - Kayla wyszczerzyła się w radosnym usmiechu.
- Serio? - Lott nie ukrywała zdziwienia.
- TAK!! - jej przyjaciółka wręcz tryskała radością.
- A co z Tom'em?
- Zakochała się w nim cholera! - Sophie popiła wody.
- A on kocha mnie! - Kayla usmiechnęła się do siebie. Lott rzuciła się na przyjaciółkę i mocno ją przytuliła.
- To świetnie! - Sophie do nich dołączyła. Leżały razem na łóżku jak dawniej, kiedy były jeszcze małe. Zawsze wtedy opowiadały sobie niestworzone historie o księżniczkach i ich dzielnych rycerzach. Mistrzynią w wymyślaniu takich 'bajeczek' była Soph. Podobno opowieści Lott, były trochę za bardzo realistyczne, a historie wymyslane przez Kay, zawsze kończyły się śmiercią kochanków. Teraz dziewczyny wspominały dawne czasu i co chwilę zanosiły się śmiechem.
- A pamiętacie, jak Charlotta zniszczyła mój zamek? - Soph złapała się za brzuch, nie mogąc opanować ataku śmiechu.
- "Bo był za bardzo bajeczny i ludzie średniowiecza na pewno by takiego nie zbudowali" - Kayla przedrzeźniała Lott.
- Lott byłaś niesamowicie śmieszna, nie ma co - Sophie przytuliła Char.
- A ty zawsze miałaś tendencję do wyolbrzymiania wszystkiego - Lott przybiła koleżance sójkę w bok.
- Co racja to racja - poparła ją Kay - Ale obawiam się, że jeszcze do dzisiaj jej to zostalo.
- Osz ty ! - Soph rzuciła w przyjaciółkę poduszką.
                 Itd, itd... Rozmawialy godzinami. Później zaczęly rozmawiać o przyszłości. Myślały o tym kim bedą, jak ułozy się ich życie.
- Nie chcę wracać - powiedziała Char - Choć bardzo tęsknię za babcią i za rodzicami... Jest mi tu dobrze.
- Ja też nie chcę wracać.
- Ani ja. Nie dam radu znowu stracić kogoś, kogo kocham... - Kay wciągnęła powietrze - Nie zostawię Tom'a.
"A ja nie zostawię Nathana" , myślała Lott. Tak bardzo chciała opowiedziec Soph i Kayli, o tym co się wczoraj wydarzyło, o tym, jak bardzo kocha Nathana. Walczyła z samą sobą. Wiedziała, ze przed nią trudny czas. Musi oszukiwać przyjaciółki i w dodatku powiedzieć Dick'owi prawdę. Musi mu powiedzieć, że go nie kocha. Dziewczyna spojrzała w niebo. Przypomniały jej się słowa piosenki, której tak często słuchała jej mama. Podobno ta piosenka przypominała jej młodość. Lott zanuciła ją w myślach. "I’ll be your strength. I’ll be strong for you. I’ll be your strength. And I’ll keep strong for you" ...
_______________________________
Cosik tam napisałam, ale nie jest to zbytnio udane. Chyba już wyszłam z wprawy jeśli chodzi o to opowiadanie.



niedziela, 22 lipca 2012

Rozdział 20

Jesli Tom myślał, że Kayla się zmieniła to się grubo mylił. Kiedy tylko wyszli na parkiet i zaczęli tańczyć, spytała go:
- O co ci chodzi? - spojrzał na nią ze zdziwieniem. No tak. Przecież to Kayla.
- Raczej o co tobie chodzi?
- Słucham? To ty przychodzisz do mnie, a potem udajesz, że coś ci obiecałam - popatrzyła na niego czekając na odpowiedź.
- Przyszedłem, bo nie mogłem patrzeć, jak oszukujesz biednego Alstaira.
- Oszukuję?! Niby w jaki sposób? - była wściekła.
- Udajesz kogoś, kim nie jesteś - powiedział twardo i spojrzał na nią z góry. Kayla przez chwilę 'trawiła' jego słowa. Wreszcie wyksztusiła:
- Być może nikogo nie udaję. Może to ty mnie nie znasz - podniosla głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Nie mogł się powstrzymać i złapał jej twarz w dłonie.
- Dobrze wiesz, że znam cię jak nikt inny - patrzeli sobie w oczy. Przestali już nawet tańczyć. Stali na środku parkietu i się nie ruszali. Łączyła ich niewidzialna pętla. Coś się w nich zmieniało. Coś zaczynało nieuchronnie ich łączyć. Tom wiedział, że nie wytrzyma dłużej. Szybko zbliżył swoją twarz do twarzy Kayli i nie zważając na konsekwencje, namiętnie ją pocałował. Co dziwne , nie protestowała. Wiedziała, że nie należy się dlużej chronić, przed uczuciem, ktore żywiła do Thomasa. Poddała się więc jego pocałunkowi, a Alstair, który obserwował tą scenę z bezpiecznej odleglości, omal nie doznał szoku.
        Tymczasem Charlotta w dalszym ciągu znajdowala się w ramionach Nathana. Tańcząc rozmawiali o przyszlości. Lott czuła się tak dobrze w jego ramionach, że nie miała zamiaru tanczyć z nikim innym.
- A jak już zostanę królem, to każę zbudować tobie najpiękniejszą komnatę na świecie - mówił do niej uśmiechając się czule. Char myślała, że już dłużej nie wytrzyma. Nathan powinien znac prawdę.
- Nathanie... - zaczęła.
- Tak?
- Nie mieszaj mnie w twoją przyszlość, dobrze?
- Dlaczego? Nie rozumiem...
- Bo... Twoja przyszłość i moja przyszłość są calkiem inne. Nie łaczą się. Rozumiesz? Nie mają ze sobą nic wspólnego. Nie spotykają się w żadnym punkcie.
- Mówisz tak, jakbyś już wiedziała co nas czeka. A tymczasem przyszlość jest nieodgadniona - Jak mam mu to powiedzieć?, myslała Lott.
- W pewnym sensie wiem coś o przyszłości, ale proszę nie pytaj mnie skąd. Kiedyś ci to wytłumaczę - spojrzala na niego, oczekując jakiegoś wsparcia. Ale Nathan odwrocił głowę w innym kierunku.
- Wiedziałem, że nie mówisz mi wszystkiego. Może to nawet lepiej, że jak twierdzisz nasze przyszłości są inne. Skoro mi nie ufasz, to tak będzie lepiej.
- Nie mow tak - przytuliła się do niego. Czuła się jak Antygona. Była między młotem a kowadłem. Z jednej strony nie chce złamać zakazu dotyczącego informowania o swoim pochodzeniu, a jednocześnie nie chce oszukiwać tego, którego kocha. Spojrzała na niego - Ufam ci i cię kocham. Ale najprawdopodobniej ty nie odwzajemniasz mojego uczucia, skoro mówisz mi takie rzeczy - spuściła głowę.
- Kocham cię Charlotto, a jesli mi nie wierzysz, to mogę ci to udowodnić - pociągnął ją w stronę jakiś nieznanych drzwi. Lott podążała za nim. Chyba to wejście prowadziło do komnat królewskich, bo już po chwili znaleźli się w sypialni Nathana. Była naprawdę duża. Kominek mieścił się na przeciwko dużego, małzeńskiego łoża z baldachimem. Charlotta zauważyła też przepiękny balkon na którym rosło pełno kolorowych kwiatów. Nathan stanął za jej plecami i zaczął całować jej szyję. Lott obróciła się ku niemu. Zaczęli się całować. Najpierw delikatnie, a potem bardziej gwałtownie, namiętnie. W między czasie Nathan zaczął rozwiązywać sznurki sukni Char. Ona nie pozostawała mu dłużna i zaczęła odpinać guziki jego koszuli. Rzucili się na łóżko. W szybkim tempie pozbyli się z siebie wszystkich ubrań. Leżeli nadzy na miękkiej pościeli. Nathan całował cialo Lott. Delikatnie muskał jej brzuch, potem szyję i wreszcie twarz. Charlotta natomiast swoimi delikatnymi dłońmi, gładziła jego tors. Było im razem dobrze. Potem książę jednym stanowczym ruchem wszedł w dziewczynę. Char objeła go ciaśniej. Zatapiała się w falach rozkoszy. Obydwoje chcieli zatrzymać tę chwilę na zawsze. Ciągle było im mało. Kochali się więc ciągle od nowa, nie odmawiając sobie też krótkiej, ale jakże namiętnej gry wstępnej.
               Tymczasem zdenerwowany Alstair podbiegł do całujących się Kayli i Toma.
- Ależ... Thomasie! - probował przerwać romantyczną chwilę pary.
- Cicho! - Tom machnął na niego ręką i powrócił do całowania Kayli.
- Sam mowiłeś, że to nie jest dziewczyna dla mnie! I że mam ją sobie odpuścić!  - nie ustępował Alstair. Tom przewrócił oczami ze złości, delikatnie odsunał od siebie chichoczącą Kaylę, ale tak żeby mu czasem nie nawiała i złowrogo spojrzał na wystraszonego Alstaira.
- Ciągle trzymam się tej teorii Alstairze. To nie jest dziewczyna dla ciebie - spojrzał na twarz Kayli - To jest dziewczyna dla mnie - znowu zaczęli się calować. Wściekły Alstair odszedł od nich. Wiedział, że przegrał. Ale trudno było wygrać z kimś takim jak Thomas McClarky. Z ciężkim sercem postanowił więc odpuścić.
-Znowu wygrałem - szepnąl Tom Kayli do ucha. Ona na te slowa przestała go całować.
- Mylisz się - zrobiła minę niewiniątka - To ja wygrałam! - Tom się usmiechnał i powrócił do całowania dziewczyny. Trafił na równego sobie przeciwnika! I co dziwne - wcale nie chciał z nim wygrać!
            Sophie wciąż siedziała na schodach. Zdecydowala, że wróci do domu. Może tam uda jej się trochę ogarnąć. Otarła łzy. Trochę kręcilo jej się w głowie. Mimo to wstała. Zaczęła schodzić po schodach i niespodziewanie dla niej - potknęła się. Upadek z pewnością byłby bolesny, gdyby Siva nie zlapał dziewczyny. Soph zszokowana stała w jego ramionach. Sytuacja potoczyła się w naprawdę szybkim tempie i dziewczyna musiała sobie wszystko jakoś poukładać.
- Dziekuję - wyjęczała po chwili, próbując delikatnie wyswobodzić się z uścisku. Siva nie odpowiedział. No tak w końcu od się prawie nie odzywa powiedziała Sophie w duchu - A teraz przepraszam - wyswobodziła się na dobre - Ale muszę wracać do domu - ruszyła w stronę wioski.
- Czekaj! - krzyknał za nią Siva - Odprowadzę cię - Sophie nie odzywała się juz więcej i para spokojnie dotarła pod dom dziewczyny.
- To tutaj - wskazała Sophie - Dziękuję, że zechciał mnie pan odprowadzić - Siva skinął glową. Mógłby się zdobyć na ten gest i cos powiedzieć, myslała Soph przekraczając próg mieszkania.
- Zobaczymy się jeszcze ? - spytał niesmiało jej towarzysz. Soph usmiechneła się w ciemnościach.
- Z pewnością - powiedziała wesolo zamykając drzwi.
______________________________________________
Hahah xd Ten rozdział jest taki beznadziejny, że aż się poryczałam ;p Ale cóz poradzić, nie umiem opisywać fragmentów typu - 18 + xD Dopiero się uczę ;] Nawet nie wyobrażacie sobie jakie to jest trudne! ;d Nie wiem kiedy będzie nastepny, bo znów nie mam weny ;/ Postaram się jak najszybciej. Pozdrowienia dla Olivcii i Karolci <3   JULA         





wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział 19

Sophie była niesamowicie znudzona. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Lott tańczyła z księciem Nathanem, a Kay była zajęta rozmową z Tomem i Alstairem. Ta to ma dobrze, myślała Soph. Obydwie są szczęściarami - Nathan kocha Lott i wyraźnie to widać, a Kay musi się wręcz opędzać od facetów. Wydawało jej się, że szczęście ją opuściło. Przed wyjazdem - w XXI wieku, sytuacja miała się zupełnie inaczej. Charlotta miała Dick'a i nikt inny się dla niej nie liczył, Kay zakochana była po uszy w Harrym - klasowym gwiazdorze, ale on nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Potem, kiedy Kay zaczęła się robić bardziej popularna w szkole, wreszcie się nią zainteresował - żeby po 2 miesiącach rzucić ją dla wysokiej i chudej jak patyk Ashley. Co do Sophie - to ona zawsze "dowodziła". Była smiała i szalona - szkolna piękność. Uwodziła i rzucała, miała wielu wrogów. Tylko Kayla i Charlotta naprawdę ją lubiły. Soph nie przeszkadzało to, że była mniej lubiana niż Char - ulubienica nauczycieli i uczniów, czy Kayla - pupilka pana od wf'u i wszystkich szkolnych sportowców. W żaden sposób też im nie zazdrościła - aż do teraz. Podobało jej się ranienie tych wszystkich, po uszy zakochanych w niej głupków, albo odbijanie znienawidzonym koleżankom ich chłopaków. Wtedy to wydawało się zabawne. Teraz, Soph uświadomiła sobie, że to było dziecinnie głupie z jej strony. Te wszystkie nieczyste zagrania, sztuczki, które znała na pamięć, odbijały się w jej sumieniu jak echo. Chciała cofnąć czas. W przeciwieństwie do przyjaciółek nigdy nie była zakochana. Może dlatego, że bała się odrzucenia, ran. Raz już cierpiała - kiedy zmarli jej rodzice - i nie chciała tego powtarzać. W jej domu zawsze brakowało tego rodzinnego ciepła, które panowało u Kayli i Lott. Ciotka, która ją wychowywała, siostra jej mamy, nie poświęcała jej wiele uwagi, zajęta pracą. Do 10 roku życia Soph miala chyba z 7 nianiek. Zazdrościła Kayli u której w domu panował zawsze mily chaos. Rodzice Lott, też dużo pracowali, ale ona miala babcię, która poswięcała wnuczce cały wolny czas. Soph oprócz cioci nie miała nikogo. Teraz własnie dotkliwie odczuła tę pustkę. Poczuła, że płacze. Otarła zły dłonią i upewniła się, że nikt nie widział jej łez. Oczywiście, że nie- wszyscy, których potrzebowała, byli teraz zajęci swoimi sprawami. To nie ma sensu. Wychodzę. Wstała i udała się w stronę wyjścia. Spojrzała jeszcze na Sivę. Wtedy już nie panowała nad łzami, więc wybiegła z palacu i usiadła na schodach prowadzących do niego. Schowała twarz w dłoniach i zaczęła płakać jeszcze intensywniej. Zdawałoby się, że wypłakuje cały żal, całe swoje życie. Przypomniały jej się słowa cioci, kiedy rodzice umarli. Mówiła to do którejś z wynajętych opiekunek. " Sophie to dziecko nieczułe, bez serca. Nie rozpaczała nawet po śmierci rodziców ". Było to nieprawdą, ale ciotka nie mogła o tym wiedzieć, bo Soph płakała w ukryciu - wstydziła się łez. Były słabością, na którą nie mogła sobie pozwolić. Dopiero to miejsce, ten zacofany świat, coś w niej zmienił. Tu nie było już tak łatwo. No i jeszcze ten chlodny Siva - calkowicie na nią odpory. Nie mogła się pogodzić z tym, że był obojętny. I to właśnie wtedy, kiedy ona przestała być obojętna.
              Tymczasem Kayla była zajęta denerwowaniem Thomasa. Ale nie miała pojęcia, jak bardzo potrafi być zdeterminowany.
- Wiesz, że to nie świece powodują, że to miejsce wygląda na zaczarowane - tylko ty Kaylo - Alstair przystępował do ataku. Tom prychnął szyderczo. Kayla uśmiechnęła się do Alstaira uwodzicielsko i odparła lekko:
-  Czuję się zaszczycona pana slowami - zatrzepotała długimi rzęsami i spojrzała na Tom'a.
- Ale to prawda! Nie śmiałbym kłamać! Tom może potwierdzić moje słowa. Prawda Thomasie? - Tom usmiechnął się czarująco.
- Niestety nie - Kayla mogła się tego po nim spodziewać. Uwielbiał robić ludziom na złość. Alstair się zmieszał. Kayla chciała go jakoś uratować z tej dziwnej sytuacji.
- Prawie wszyscy tańczą - zauważyła.
- Genialnie! - zachwycił się Alstair - Zatańczymy?
- Wybacz Alstairze - zaczął Tom - Ale panna Kayla zatańczy ze mną. Obiecała mi swój pierwszy taniec - skłamał oczywiście.
- To prawda? - spytał Kaylę Alstair. Tom parzył na nią tak jak zwykle - lekko kpiąco. Ale ona dostrzegła w jego oczach coś więcej, coś czego nie potrafiła wyjaśnić, ale bylo to coś cudownego.
- Tak to prawda - Tom się zdumiał jej slowami. Był pewien, że będzie chciala mu dokuczyć. Podała mu rękę i wyszli na parkiet.
__________________________________________________
Dzisiaj krótkie , bo nie chcialo mi się pisać :) Przepraszam cię karoluś, że nie ma nic o Char, ale obiecuję, że z 20 rozdziale będzie o niej barrdzo dużo i to barrdzo ciekawych wydarzeń.... A do Oliwi mam pewne przesłanko: " Mysli Thomasowe, pszczółko Thomasowa, są wysokiej jakości" ;p Nastepny rozdział ? Hymm... Może dopiero w poniedziałek . Należą mi się chyba małe wakacje? ;d i jeszcze chciałam BARDZO PODZIEKOWAĆ wam za to, że to czytacie, bo mam już ponad 1000 wyświetleń !! ;] pozdrawiam - JULA (:

piątek, 13 lipca 2012

Rozdział 18

- Jest tutaj ktoś... Kogo się wcale nie spodziewałem... - odpowiedział Siva. Tom pokręcił się trochę na siedzeniu i dyskretnie wypytał o więcej informacji. Wiedział, że Siva nie lubi byc do niczego przymuszany, a już zwłaszcza do zwierzeń. Dowiedział się, że to kobieta.
- Ta w czerwonej sukni - wskazał Siva Thomasowi.
- Ta czerwona siedzi obok tej dziewczyny w ciemnozielonej sukni? - spytał go przyjaciel. Siva prawie niezauważalnie kiwnął glową w odpowiedzi.
- Przecież to Sophie, przyjaciółka Kayli! - odgadł Tom.
- Jakiej Kayli?
- Tej która mnie bardzo denerwuje.
- O! Mowisz o tej stajennej?
- Właśnie.
- Z drugiej strony ciekawe co one tu robią. Ani Kayla ani Sophie nie są jakoś specjalnie znane. Musiały przyjść z kimś, bo na pewno nie dostały osobistego zaproszenia - stwierdził Siva, popijając wino z kielicha. Tom tylko przytaknął. Zerkal w stronę Kayli. Czekał na jakiś wybuch z jej strony. Nic takiego się nie stało. Co gorsza - uśmiechala się do niego! Była miła! Thomas czuł się tak, jakby ktoś go własnie rzucił kamieniem. Co ona wyprawia, do licha? Po co to robi?! Czuł, że kłębi się w nim wscieklość. Taka, jaka jeszcze nigdy nie miała miejsca. Cóż, w koncu nigdy nie był w podobnej sytuacji. Zawsze musiał się obganiać od kobiet, które go po prostu uwielbiały. Jako przyjaciel księcia - młody i przystojny, cieszył się ogromnym powodzeniem. Bardzo mu się to podobało. Wszystko zmienilo się, od kiedy pojawiła się Kayla. Jako jedyna wydawała się być odporna na jego uroki. Może własnie to sprawilo, że nie potrafił o niej zapomnieć. A teraz kiedy pogodzil się z jej wybuchowym charakterem i chciał, żeby go w pełni użyła, ona nagle staje się inna - jest taka, jaka miala być według niego na poczatku, kiedy właśnie się poznali. O nie! On jest Thomas McClarky! Nie pozwoli jej na takie zachowanie! Musi od niej odpędzić tego przeklętego Alstaira. Jeszcze zechce ją za zonę i co?! No właśnie co? Po co ja to wszystko robie? chodziło po głowie mężczyzny. Zachowuję się jak opętany! Wcale jej nie kocham. Po prostu póki nie sprawię, że będzie mnie pragnęła, nikt inny nie bedzie mógl jej dotknąć! Thomas byl uparty. Zawsze twardo trzymal się wyznaczonych przez siebie zasad. Teraz też nie zamierzał odpuścić. Wstał i udal się w stronę Kayli i Alstaira. Byli pogrążeni w zywej rozmowie. Miał ochotę uderzyć Alstaira w szczękę.
- Od dawna mieszkasz niedaleko? - spytał Kaylę Alstair. Słodko zachichotała.
- Nie. Od calkiem niedawna...
- To dobrze - Kay spuściła oczy i zaczęła się czerwienić. Nie dlatego, że to co powiedział Alstair było miłe. Dlatego, że zobaczyła zbliżającego się Toma. W tym samym czasie Charlotta rozmawiała z którąś z bogatych szlachcianek.  Była to kobieta już w podeszlym wieku, ale mimo to Lott świetnie się z nią dogadywała. Rozmawialyby tak godzinami, gdyby nie to, że własnie miały się zacząć tance. Lott zauważyła Nathana. Prowadził na środek sali jakąś dziewczynę. Mieli razem tanczyć. Na szczęście nie byli jedyną parą, więc Char mogła się im przygladać bez końca. Ta dziewczyna była niezwykle piękna. Zapewne pochodziła też z bogatej rodziny z wyższych sfer. Może to własnie ona zostanie jego zoną. Charlottcie zrobiło się slabo i zachciało jej się płakać. Starała się nie rozpłakać, gdy usłyszała za sobą głosne chrząknięcie. Odwrociła się. Nie znała tego mężczyzny, ale wydawał sie jej dziwnie znajomy.
- Mogę prosić panią do tańca? - ukłonił się przed nią. Bez słowa podała mu swoją dłoń. Przeszli na środek sali. Zaczęli tanczyć. Charlotta starała się go rozpoznać. Po jakiejś chwili odezwał się do niej.
- Poznajesz mnie panno Charlotto?
- Nie - wpatrywała się w jego hipnotyzujące oczy. Były jej znajome.
- Dick! - rzuciła mu się na szyję - To naprawdę ty!
- Cicho gluptasie - zaśmiał się, oderwał jej ręce od swojej szyi i znowu zaczął z nią tańczyć - Wpadłem tylko na chwilę. Nie powinno mnie tu być. Zaraz muszę lecieć. Chcialem ci tylko powiedzieć, że zostawiłem ci trochę ryb w domu.
- Dlaczego musisz jechać? - spytała go tonem błagalnym. Nie odpowiedział. Ktos do nich podszedł i spytał czy Lott może teraz zatanczyć z nim. Dick bez słowa oddał Charlottę w jego ramiona i zaczał się oddalać. Lott ścisnęło w gardle. Odszedł. Spędziła z nim marne 3 minuty. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo za nim tęskniła. I tęskni. Tańczyła z tym męzczyzną i tańczyła. Czas mijal nieublagalnie. Potem tańczyła z kimś i jeszcze z kims, a potem jeszcze z jakimś innym męzczyzną. Mimo wszystko czuła się samotna. Znowu miała się z kimś zmienić. Nie spojrzala nawet na jego twarz, tylko płynnie przeszła w jego ramiona. Później dopiero zorientowała się, że tańczy z Nathanem.
- Wyglądasz ślicznie - szepnął jej do ucha.
- Nie tak ślicznie jak twoja księżniczka - spojrzał na nią z niedowierzaniem. O czym ona gada?
- Nie rozumiem o co ci chodzi - powiedzial. Westchnęla cięzko.
- Nie powinniśmy się już spotykać - bał się, że kiedyś to od niej usłyszy.
- Nie mów tak - objał ją ciasniej. Lott zaczęła się denerwować.
- Przeciez ty niedługo będziesz mial żonę, a ja... już niedługo... wyjadę - dokonczyła.
- Nie pozwolę ci odejść - Dlaczego ten Nathan musi tak wszystko utrudniać? chodziło w głowie Lott.
- Pozwolisz. Musisz - mówila to całkiem poważnie. Nathan spojrzal na jej piekna twarz. Nigdy nie pozwoli jej odejśc. Był tego pewien, ale czuł, że Charlotta cos przed nim ukrywa. Zblizył ją do siebie. Miał nadzieję, że zrozumie jak bardzo jest dla niego ważna...